niedziela, 1 grudnia 2013

2. Appearances can be deceptive.

Laura podbiegła do chłopaka. 
-Wujek Niall!
-Cześć malutka!
-Nie jestem już malutka! Patrz jak urosłam! - Dziewczynka stanęła na palcach i wyciągnęła ręce do góry. - Widzisz?
Blondyn wykorzystał pozycję Laury i wziął ją na ręce. 
-Faktycznie urosłaś, ale zawsze będziesz moją małą księżniczką.
-Kocham cię wujku.
-Ja ciebie też.
-A wiesz kto to jest?
Wskazała na mnie.
-Nie. Powiedz mi.
-To jest Lizzie. Chciałabym, żeby była moją ciocią. - Blondyn uśmiechnął się w moją stronę. - Wujku! Mam pomysł!
-Jaki?
-Ożenisz się z Lizzie i zostaniemy rodziną! Możesz prawda? Powiedz, że się z nią ożenisz!
Dziewczynka zrobiła minę szczeniaczka proszącego o jedzenie.
-Ożenię, księżniczko dla ciebie wszystko. - Niebieskooki podszedł do mnie. - Jestem Niall. - Wyciągnął do mnie rękę.
-Wujek przytul swoją narzeczoną!
Zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie.
-Czy ty się rumienisz? - na szczęście powiedział to tak cicho, że tylko ja to usłyszałam.
Zakryłam szybko twarz włosami. Już zdążyły pochłonąć zapach jego perfum. Wszyscy wydawali się fajni. Na pierwszy rzut oka było po nich widać, że są sympatycznymi osobami. Myślałam, że do faktycznie idioci bez mózgów. No cóż... pozory mylą.
-To co idziemy na halę?
-No czas najwyższy.
Dopiero teraz spojrzałam na Shell. Patrzyła na mnie z zazdrością. No tak! Horan jest jej ulubieńcem, a ja nawet zapomniałam ją przedstawić!
-Ej chłopaki czekajcie!
Cała piątka odwróciła się w moją stronę.
-To jest Shelly. - Pokazałam rękami na przyjaciółkę.
-Cześć Shelly! - Powiedzieli chórem. Spojrzałam znacząco na Nialla. Nie załapał. Ze zdziwioną miną patrzył na mnie. Kiwnęłam głową w stronę blondynki. Zmarszczył brwi. Machnęłam ręką i wyszłam z Shell z pomieszczenia. Laura wybiegła za nami. 
-Gdzie idziesz?
-Musimy nauczyć się układu.
-Mogę iść z wami?
-Poczekaj tutaj.
Weszłam z powrotem do garderoby chłopców. 
-Cassie?
-Tak?
-Laura chce iść z nami na halę. 
-Poczekajcie na nas, my zaraz przyjdziemy. 
-Nie jesteście jeszcze gotowi? Przecież jeszcze przed sekundą chcieliście już wychodzić.
-Tak ale jak zwykle Niall poszedł po coś do jedzenia i po czystą koszulkę.
-Aaa... Dobra my będziemy powoli szły na halę.
-Pójdę z wami. Chłopaki nie spóźnijcie się.
-Oczywiście!
Hala była ogromna. Cassie zaprowadziła nas do szatni. Wszystkie trzy się przebrałyśmy i poszłyśmy do reszty grupy tanecznej. Laura siedziała pod lustrami i patrzyła na nas. Cassie pokazała nam jak mamy wykonywać kolejne kroki. Chłopaki już znali układ. Czerwonowłosa włączyła magnetofon. Pierwsza próba wykonania układu poszła nam całkiem dobrze. 
-Patrz Lizzie! Tańczę jak ty i mama! 
Dziewczynka wstała, zaczęła skakać i wirować.
-Ślicznie Mała!
-Elizabeth możemy pogadać?
Shelley patrzyła na mnie jakby chciała mnie zabić. Tutaj. Teraz. Przy wszystkich. Pociągnęła mnie za skrawek koszulki do szatni.
-Shell o co ci chodzi?
-Nie o nic! Tylko to są moi idole! A ty mi ich zabierasz! Zapomniałaś mnie nawet przedstawić! Wszyscy już cię lubią! Nawet ta mała traktuje mnie jak powietrze! Nie jestem też pewna, czy w ogóle pamięta moje imię!
Laura weszła do pomieszczenia, w którym się znajdowałyśmy.
-Lizzie wszystko w porządku?
-Lizzie, Lizzie, Lizzie... A ja co? Nie ma mnie? Dlaczego wszystko kręci się wokół niej co? 
Sześciolatka patrzyła przestraszona na blondynkę. Spuściła wzrok i zaczęła bawić się palcami.
-Ja tylko chciałam spytać się czy wszystko dobrze.
Popatrzyłam z wyrzutem na Shell i podeszłam do Laury.
-Wszystko dobrze aniołku zmykaj. 

-Shelly mnie nie lubi.
-Lubi cię. 
-Ale na mnie krzyczy.
-Muszę z nią porozmawiać i wszystko będzie w porzątku. Okey?
Pokiwała twierdząco główką i wbiegła z powrotem na halę.
-Co ci to dziecko zrobiło? Możesz być na mnie zła, ale nie wyżywaj się na Laurze.
-Ja się wyżywam na Laurze?
-Krzyczysz na nią.
-To dziecko nie wie co to krzyk!
-Otóż wyobraź sobie, że 'to dziecko' ma uczucia, które łatwo jest zranić!
 Szybkim, zdecydowanym krokiem wróciłam do Cassie. Shelly wyszła z Hali. Podejrzewałam, że wróciła do domu. Wymieniłam się numerami z czerwonowłosą i chłopakami i wróciłam do swojego mieszkania. Cassie i Laura odprowadziły mnie, bo dziewczynka chciała ze mną zostać jak najdłużej. W korytarzu stała masa kartonów. Matthew miał po nie przyjechać wcześniej, ale widocznie zapomniał. Dzisiaj przeprowadza się do swojego przyjaciela. Będę za nim tęsknić, bo to na drugim końcu miasta. W domu i tak nie było go zbyt często. Wracał tylko na noc. Całe dnie pracował. Położyłam torebkę na stole w kuchni i wzięłam się za przygotowywanie kanapek. Usiadłam na blacie kuchennym i jadłam spokojnie. Usłyszałam dźwięk dzwonka mojego telefonu. Zaczęłam przeszukiwać torebkę. Wysypałam jej zawartość na podłogę. Jest! Znalazłam. Na wyświetlaczu pojawił się numer Cassie.
-Halo?
-Cześć. Nie przeszkadzam?
-Oczywiście, że nie.
-Zmęczona?
-Nie, tylko głodna.
-Masz dzisiaj czas około 16?
-Tak. A o co chodzi?
-Ja i Zayn chcieliśmy wyjść razem na kolację. Miała zostać z Liamem, ale ona chce być z tobą.
-A co z Li?
-Jeszcze nic nie wie.
-To niech przyjadą do mnie oboje. Znasz mój adres.
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie.
-Będziemy o 16.
-Do zobaczenia.
Do 16 miałam jeszcze trzy godziny. Siadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Leciała właśnie jakaś komedia. 
                                                            *** kilka godziny później***
Liam i Laura byli tak wykończeni zabawą, że zasnęli w salonie przed telewizorem. Przykryłam ich kocem i poszłam do siebie. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz