środa, 4 grudnia 2013

3. It isn't easy to be a friend.

Usiadłam na łóżku i wzięłam książkę do ręki. Czytałam kolejne słowa upijając w międzyczasie małe łyki gorącej herbaty. Wzięłam kubek z cieczą do ręki. Chcąc przekręcić stronę rozlałam napój brudząc bluzkę, pościel i podłogę. Książka na szczęście została sucha. Zbiegłam po schodach i udałam się do kuchni po jakąkolwiek ścierkę, lub papier ścierny. Zupełnie zapomniałam o obecności Laury i Liama, czego skutkiem była nagła pobudka dziewczynki.
-Lizzie co robisz?
-Przepraszam, obudziłam cię?
-Tak, ale nie jestem zmęczona. Która godzina?
Spojrzałam na zegarek wiszący nad stołem. Nie spodziewałam się, że jest jeszcze tak wcześnie.
-Dochodzi 21. Za godzinę przyjadą twoi rodzice.
-Ja chcę zostać  tutaj.
-Nie masz piżamy ani szczoteczki. Musisz jechać do domu.
-Naprawdę nie mogę  zostać?
-Nie dzisiaj. Ale obiecuję, że kiedyś cię do siebie wezmę na noc okey?
Westchnęła cicho.
-No dobrze...
-Liam śpi?
-Nie wiem.
-Pójdziesz sprawdzić? Ja pójdę do mojego pokoju i potem  do mnie przyjdziesz dobrze?
Pokiwała głową i pobiegł do salonu, a  ja poszłam sprzątnąć  plamy. Starłam herbatę z podłogi i zeszłam na dół wrzucić pościel do pralki. Liam stanął w drzwiach łazienki razem z Laurą.
-Obudziła cię?
-Tak.
-Jesteś zmęczony?
-Tylko trochę.
-To może wróć już do domu, ja sobie poradzę niedługo przyjedzie Zayn.
-Na pewno?
-Tak. Jedź.
-Dzięki.
Wymieniliśmy się uśmiechami i Li wyszedł.
-Co będziemy robić?
-Nie mam pojęcia.
-A masz jakieś bajki?
-Bajki?
-Tak. Na przykład małą syrenkę.
-Takich chyba nie mam. Ale może coś jest w telewizji.
Sięgnęłam po gazetę z programem i przeszukiwałam kolejne strony.
-Scooby Doo?
-Tak!
Laura wzięła pilota i próbowała włączyć telewizor.
-To jest pilot od Dekodera.
-A gdzie jest drugi?
Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-Dobre pytanie.
Na szukaniu urządzenia spędziłyśmy dobre piętnaście minut. Jak na złość, kiedy znalazłyśmy zgubę ktoś zadzwonił do drzwi. Spojrzałam przez otworek w drzwiach. Spodziewałam się Cassie i Zayna, ale to była Shelly. Nacisnęłam na klamkę i przyciągnęłam do siebie. Stałam bez słowa i patrzyłam na blondynkę. Moja twarz, jak przypuszczam, nie wyrażała żadnych emocji.Tak też się czułam. Ani smutna, ani zła, ani szczęśliwa. Stałyśmy w milczeniu. Cholerna cisza.
-Masz zamiar tak stać? Po co przyszłaś?
-Przeprosić.
-Co ja ci zrobiłam?
-Nie wiem.
-Oj chodź tu. - Przyciągnęłam przyjaciółkę do siebie i mocno przytuliłam. Tkwiłyśmy w takiej pozie dobre kilka minut.
-Lizzie!
-Laura tu jest?
-Tak. Nie denerwuj się.
-Nie denerwuję. Mam jej coś do powiedzenia.
-Nie rób nic głupiego Shell.
Wyminęła mnie i udała się do salonu. Bez dłuższego namysłu ruszyłam za nią. Blondynka kucała przed przestraszoną dziewczynką.
-Nie bój się mnie. Nie nakrzyczę na ciebie. Chciałam cię przeprosić. Źle zrobiłam, ale jestem straszną zazdrośnicą wiesz?
Laura nic nie mówiła. Przytuliła się do Shelly. Takiej reakcji nie spodziewałam się ja, zarówno jak i moja przyjaciółka. Dziewczynka spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Lizzie nie stój tak. Chodź do nas. - Wyciągnęła rączkę w moją stronę. Nie mogłam odmówić. Podeszłam do nich i przytuliłam je obie. Shell została jeszcze godzinę. Zayn i Cassie się spóźniali, a Laura zasnęła. Zaniosłam ją do mojej sypialni. Siedziałam w salonie i oglądałam wiadomości. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu stanął w nich Harry. Nie za dużo odwiedzin na dzisiaj? Najpierw Liam i Laura, potem Shell i teraz jeszcze lokowaty.
-Hej Liz. Przyjechałem po małą. Zayn nie mógł.
-Wejdź Hazz. Jest mały problem. Ona zasnęła i nie chciałabym jej budzić. Jest zmęczona.
-To może...
-Zostań, aż się obudzi.
-A jeżeli będzie spać do rana?
-Możesz nocować. Mam pokój gościnny.
-Chyba wolałbym nie.
-Dlaczego?
-Liz...
-Jestem Lizzie.
-Lizzie, ledwo się znamy. Poza tym paparazzi, fotoreporterzy... Co sobie pomyślą, kiedy zobaczą mnie rano wychodzącego z twojego domu. Nie chcę tworzyć niepotrzebnych plotek.
-Nie przesadzaj, przecież wyjdziesz z Laurą.
-Ale tu nie chodzi tylko o mnie. Możesz się stać obiektem hejtów sporej ilości fanek. One biorą każdą plotkę do siebie.
-Czy ty się o mnie martwisz? - Skrzyżowałam ręce na piersi i oparłam się o ścianę.
-Jak tu się nie martwić o taką dziewczynę?
Zmarszczyłam brwi. Czułam się nieswojo.
-Czy ty próbujesz ze mną flirtować?
Spuścił wzrok. No pięknie. Tylko tego mi brakowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz