środa, 23 lipca 2014

SZCZĘŚLIWEJ ROCZNICY

Kochani dzisiaj minęły cztery lata. Przepłakałam pół dnia, przesłuchałam wszystkie płyty, napisałam 4567854567865678 tweetów i brałam udział w 23456789 akcjach na tt. Miałam napis One Direction na nadgarstku i czerwoną wstążkę. Bluzkę z 1D którą sama zrobiłam, a wieczorem wypuściłam w niebo balonik z datą i nazwą na tt. Jezu jestem z nich taka dumna. Nie mogę w to uwierzyć. Opowiem wam krótką historię. Zagubiona dziewczynka nie mająca wlasnego stylu, własnego gustu i szara myszka. Jedna przyjaciółka. Mieszkająca 60 km od niej. Ponizana, słaba i samotna. Poznaje boysband. Zaczyna słuchać piosenek, zbierać informacje. Odnajduje sens życia. Zaczyna marzyć. szary dotychczas Świat nabiera kolorów. W przeciągu czterech lat staje się silna odwazna i pozbywa się kompleksów. Ukształtowała swój gust i stała się młodą akceptującą siebie samą (dzięki little things) kobietą. Lubiła pospiewac. Sama. W ciszy. Dzisiaj całe osiedle może zobaczyć kiedy bujajac się z przyjaciolka na huśtawce z dumą głośno spiewa piosenki idoli. Nie wstydzi się. Kocha ich. Aha. Wspomniałam, że chodzi o mnie? Jak spędziliście dzisiejszy dzień?

poniedziałek, 30 czerwca 2014

12.That bitch

-Pójdziemy na plażę.? Widziałem dzisiaj przez okno, jest jakiś festyn. - Styles spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. - Nudzę się.
-Pójdziemy jak skończę się rozpakowywać. - Odwróciłam się biorąc do ręki biały materiał. Loczek stanął obok mnie wyjmując z mojej walizki kolejną bluzkę. Rozłożył ją penetrując ją wzrokiem i lekko się uśmiechnął.
-Fajna. - Zawiesił  ją na wieszaku i włożył do szafy. Odwrócił się napotykając mój wzrok. - Co.? -Spytał unosząc jedną brew. Włożył ręce do tylnich kieszeni spodni. - Pomagam ci. - Wzruszył ramionami rozbrajając mnie jednym ze swoich najcudowniejszych uśmiechów. Odwzajemniłam go i wzięłam się za dalsze rozpakowywanie walizki. Dzięki pomocy Harry'ego po 20 minutach byliśmy już gotowi do wyjścia. Zebrałam włosy w wysoki kucyk i zbiegłam na dół gdzie czekał już na mnie brunet. Miał na sobie granatową bluzę z kapturem, czarne rurki i krótkie białe converse. Wyszliśmy z domu zamykając drzwi na klucz. Szliśmy wąską uliczką biegnącą w dół, w stronę wybrzeża. Już stąd było słychać muzykę grającą na plaży.  Harry objął mnie ręką  w talii przyciągając mnie bliżej siebie. Mijaliśmy kolejne budynki będąc już coraz bliżej celu.
-Co to za festyn.? - Spytałam spoglądając na Loczka.  On wzruszył tylko ramionami.
-Nie wiem. Jak już mówiłem zauważyłem to rano przez okno i stwierdziłem, że pójście tam będzie ciekawsze niż siedzenie z tobą w domu i oglądanie telewizji, albo słuchanie piosenek mojego własnego zespołu.
-A skąd wiesz, że akurat tego bym słuchała.?
-Bo po pierwsze : jesteśmy najlepsi, a po drugie : szalejesz za mną i moim niesamowitym głosem. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem i naciągnęłam kaptur Stylesa na jego oczy. Poprawił go i spojrzał na mnie złośliwie się uśmiechając. Znowu zaczęłam się śmiać. Puściłam się biegiem w dół ulicy kiedy Harry usiłował mnie złapać. Przeskoczyłam rów biegnąc w stronę dużego sadu. Potknęłam się o wystający korzeń co spowodowało moje lekkie spowolnienie. Loczek szybko to wykorzystał łapiąc mnie za ręce i przewracając  mnie na ziemię. W porę złapałam materiał jego koszulki i Styles leżał zaraz obok mnie. Usiadł na mnie okrakiem i pochylił się nade mną.
-No co, nie przepadasz za moim głosem.? Bo ja jestem pewien, że za nim szalejesz. - Roześmiałam się i znowu naciągnęłam kaptur na jego oczy. Zrzuciłam go z siebie i korzystając z chwili jego nieuwagi popędziłam w stronę ulicy. Co chwilę odwracałam się by zobaczyć jak Styles podnosi się z ziemi. Zwolniłam czując, że teraz i tak nie ma szans mnie dogonić. odwróciłam się. Widok jaki zobaczyłam był trochę niepokojący. Loczek zniknął. Podeszłam do miejsca, z którego przed chwilą uciekałam. Rozejrzałam się, jednak trudno było mi ujrzeć chłopaka, kiedy koło mnie było tyle drzew przysłaniających mi każdy możliwy widok  poza sadem. Wszędzie widziałam tylko gałęzie porośnięte liśćmi i kwiatami wiśni, śliwek czy jabłek.
-Harry wyłaź.! Nie chcę tutaj na ciebie czekać. - Coś poruszyło się między gałęziami. Odwróciłam się w tamtą stronę, jednak Styles tylko zmylił mnie wrzucając tam kamień, a sam skoczył na mnie z przeciwnej strony. Pisnęłam głośno. Złapał mnie za nadgarstki i przyparł do dosyć cienkiego pnia drzewa.
-To jak.? Potwierdzasz, że szalejesz na moim punkcie.? Czy poganiamy się jeszcze trochę.? - Przygryzł wargę zbliżając swoją twarz do mojej jednocześnie robiąc krok do przodu. Stał tak blisko mnie, że stykaliśmy się czołami. Patrzył prosto w moje oczy lekko się uśmiechając. Uniosłam się lekko na palcach, aby złożyć na jego miękkich ustach pocałunek. Dopiero wtedy wypuścił wargę z zębów i zatopił swoje usta w moich. Językiem penetrował ich całe wnętrze. W końcu odsunął swoją twarz od mojej, ale nadal stał bardzo blisko mnie.
-Czyli tak. - Powiedział swoim zachrypniętym uwodzicielskim głosem i obdarzył mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
-Nie. - Zaśmiałam  się i wyśliznęłam z ramion Stylesa stając obok niego.
-Oszukaniec. - Wyszczerzył się ukazując szereg białych ząbków. Podszedł do mnie  i złapał moją drobną dłoń w swoją.
                                                     ***
Mijaliśmy już chyba setne stoisko z biżuterią. To jedno, jakoś bardziej  przykuło moją uwagę. A raczej był to jeden mały przedmiot leżący na stoliku. Podeszłam do niego i podniosłam. Była to bransoletka. Kilkadziesiąt małych szmaragdowych kryształków powkładane były w przerwy między  oczka srebrnego łańcuszka. Jeden kryształek  był  większy. Biżuteria bardzo mi się spodobała. Założyłam ją na nadgarstek. Pasowała idealnie. Zerknęłam na cenę i od razu odłożyłam bransoletkę na stoisko przerażona wysoką sumą zapisaną na papierku. Przepraszam bardzo to jest festyn, tutaj na stoiskach powinno być w miarę tanio.
-Nie bierzesz jej.? - Tym razem przedmiot trafił w duże dłonie Harry'ego. Obracał ją w palcach dokładnie jej się przyglądając po czym przeniósł spojrzenie na mnie.
-Nie. Jest za droga. - Zerknął na cenę, tak jak ja wcześniej i spojrzał na mnie z politowaniem. Wyjął portfel z kieszeni, a ja powstrzymałam go  dłonią zanim wyjął pieniądze. - Nie, Harry..
-To wcale nie jest drogie. Jesteś dla mnie warta o wiele więcej. - Uśmiechnął  się  i zapłacił sprzedawcy. Podniósł mój nadgarstek i założył mi bransoletkę. -  Dobrze wiesz, że jestem w stanie wydać miliony, żeby zobaczyć twój uśmiech. To na prawdę  tylko grosze. Czy przynajmniej za tyle mogę kupić ten uśmiech.?
 - Podniosłam  wzrok znad nowej biżuterii powstrzymując drgające już kąciki ust.
-Nie. Dla ciebie jest za darmo - wyszczerzyłam wreszcie ząbki w najpiękniejszym uśmiechu na jaki było mnie stać.
-Piękny widok. A teraz buziaczek na podziękowanie. - Pokazał palcem  na policzek. Kiedy moje usta prawie zderzyły się ze skórą jego policzka, on błyskawicznie przekręcił głowę i cmoknął moje wargi. Zaśmiałam się wtuliłam się w jego tors oplatając go moimi rękami i łącząc je razem z tyłu jego pleców. Nie byłam zadowolona z tego, że wydał na mnie tyle pieniędzy,  jednak muszę przyznać,  że to było urocze.
-Dziękuję. - Objął mnie swoimi silnymi ramionami i oparł brodę o moją głowę.
-Wiesz, że dla ciebie wszystko. - W tej chwili uświadomiłam sobie jak ważny dla mnie jest Harry. Ile dla mnie znaczył. Może to zabrzmi głupio, ale cieszę się z tego wypadku sprzed tygodnia. Gdyby nie to, być  może teraz nie rozpamiętywałabym każdego poranka, kiedy mogę uczyć się na nowo jego ruchów, brzmienia jego głosu, sposobu w jaki się do mnie usmiechał, w jaki układał włosy. Sposobu w jaki stawiał każdy kolejny krok.Sposobu w jaki codziennie rano patrzył na mnie, gdy się budziłam. Tego, że mimo tego, że miałam wtedy rozczochrane włosy, nieswieży oddech i nie miałam makijażu, on nadal twierdził, że jestem najpiękniejsza. Jego ogromnego talentu wokalnego. Jego szalonych pomysłów, na przykład kiedy wieczorami włączał piosenki Stevie'go Wonder'a i porywał mnie do tańca. Tego, że za każdym razem kiedy jego siostra dzwoniła do  niego, żeby się wyżalić z beznadziejnego dnia, on robił z siebie kompletnego idiotę, żeby ją rozweselić. Koloru jego oczu. Smaku malinowych ust. Jego perfekcyjności. Nie rozumiałam dlaczego wciąż chciałam się tego uczyć  skoro znałam to już na pamięć. Teraz gdy stałam z nim przytulona na plaży w Los Angeles zrozumiałam dwie rzeczy. Zrozumiałam, że go kocham, o czym chciałam mu teraz powiedzieć. Z jego ust słyszałam to już wiele razy, jednak nigdy nie odważyłam się odpowiedzieć "Ja ciebie też". Tak dzisiaj się odważę i mu powiem. Po drugie: że przy nim moje życie jest ...
-Ludzie.! To Harry Styles.! Przyszedł tu z tą  suką.!
... idealne.

niedziela, 22 czerwca 2014

WAŻNA WIADOMOŚĆ

Po pierwsze WIADOMOŚĆ NA BLOGU DON'T LET ME GO.! Po drugie: Kolejny rozdział jest już gotowy, nie wstawiałam go bo miałam karę na komputer :ccc Jestem niegrzeczna xD Już mi się skończyłą i jutro wstawiam rozdział. AMEN.

piątek, 16 maja 2014

11. Together.?

Wszystkie te dni przypominałam sobie kim jestem.  Wszystkie te dni miałam tylko dwóch stałych gości. Gdzie była reszta.? Gdzie była Shelly.? Gdzie był Matthew.? Gdzie był Niall, Zayn, Cassie.? Gdzie była Laura.? Nie było ich.  Była tylko Katy i Harry. Tylko oni siedzieli ze mną całe dnie patrząc jak śpię. Tylko ta dwójka. A gdzie się podziała reszta moich przyjaciół.?
-O czym myślisz.? - Głos Harrego wyrwał mnie z zamyślenia.
-O wszystkich. O Shelly, o Laurze... Powiedz mi coś.  Czemu oni mnie nie odwiedzali.? - Podparłam się na łokciu i spojrzałam w oczy Stylesa.
-Siedzieli  z tobą bardzo często, ale ty zazwyczaj spałaś. Teraz wszyscy są już w Londynie.  Wiedzieli, że dzisiaj wychodzisz i chciałem z tobą spędzić trochę czasu.. Wiesz tylko we dwójkę. Więc... - Sięgnął do kieszeni po czym wyjął z niej coś dzwoniącego i uniósł do góry.
-Masz klucze do domu.? Tego na plaży.? - Szeroko się uśmiechnął.
-I cały tydzień odpoczynku i czasu poświęconego naszej dwójce.
-Jesteś wielki.
-I cały twój.
Uśmiechnęłam się. Przyciągnął mnie do siebie i objął swoimi silnymi ramionami. Mocno wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś gotowa.?
Podniosłam moją torbę i  zawiesiłam na ramię.
-Tak.
                                    ***
Szliśmy wzdłuż plaży i rozmawialiśmy o naszym dzieciństwie.. Omówiliśmy też różne sprawy dotyczące różnych plotek o Harrym i Louisie. Harry Złapał mnie za rękę i splótł nasze palce.
-A co będzie jeśli modest się dowie.?
-O czym.? - Zmarszczył brwi. - Mówiłem ci że Larry to plotka.
-Chodzi o mnie i o ciebie. Co jeśli się dowiedzą, że... - Tu powinnam powiedzieć, że jesteśmy razem. Bo chyba jesteśmy.
-Że jesteś moją dziewczyną naprawdę.? Nie mają nic do gadania. Albo to zaakceptują, albo odejdę z zespołu.
-Nawet tak nie mów. - Zatrzymałam sie i stanęłam naprzeciwko Stylesa. - Nie możesz zrezygnować dla mnie ze swojej kariery.
-Baby dla ciebie jestem w stanie zrobić wszystko.
-Jak mnie nazwałeś.?
-Baby. - Na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.
-Nie mów tak do mnie, proszę.
-Dlaczego.? To urocze. - Szerzej się  uśmiechnął.
-To przezwisko, pseudonim czy cokolwiek to jest, jest żałosne.
-Jest urocze. Koniec tematu, baby.
Głośno nabrałam powietrza. Na twarzy Harrego widniał jeszcze szerszy cwaniacki uśmiech.
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
-Jesteś urocza, gdy się denerwujesz, baby. - Wbił się w moje usta zanim zdążyłam zareagować. Słodki jest.
-Już się nie gniewasz.? - Trzymał mnie za obie dłonie i lekko nimi kołysał.
-Już nie.- Przygryzłam wargę i wygięłam usta w lekkim uśmiechu.
-I jeśli trzeba zrezygnuję z kariery. Dla ciebie. Bo cię kocham,  baby.
________________________________________________________
Dzisiaj krótki,  ale jutro coś dla was jeszcze dodam,  bo dzisiaj nie miałam czasu :Ccc

piątek, 18 kwietnia 2014

9. Remember me.!

 MUZYKA
-To ja.! Harry.!
-Nie pamiętam cię. Przykro mi.
-Przepraszam, musi pan opuścić salę. Musimy wykonać parę badań.
-Oczywiście. - Westchnąłem. - Trzymaj się Ellie.
-Elizabeth.
-Tak. Wiem.
Zrezygnowany opuściłem salę.

*Perspektywa Ellie*
Nie wiedziałam, że takie badania tak męczą. Patrzyłam przez szybę na tajemniczego Harrego.
 -  Przepraszam, Nie wie pani może kim jest tamten chłopak.? - Wskazałam na niego palcem i popatrzyłam na pielęgniarkę.
- Myślę, że powinna z nim pani teraz spędzać dużo czasu. Powinna go pani sobie przypomnieć.
- Dlaczego.?
- Ma pani amnezję, nie mogę powiedzieć pani kim jest dla pani, bo sama nie wiem czy jest to prawda. Poza tym taka wiadomość powinna być przekazywana stopniowo, takie rzeczy mogą panią zszokować. Wszystko w swoim czasie. Na razie niech pani się położy i odpoczywa. - Kobieta poprawiła mi pościel i poduszkę. - I jeszcze jedno. Jakby pani jakoś znalazła jakiś numer telefonu, coś sobie przypomniała, to proszę dać znać.
-Nic nie pamiętam. Nie jestem pewna jak się tu znalazłam. Z numerem telefonu będzie raczej trudno.
-Rozumiem. Jakby pani...
-Przepraszam mogłybyśmy przejść na "ty" .? Czuję się dziwnie.
-Oczywiście. Tamsy. - Dziewczyna podała mi rękę. Uścisnęłam ją na co Tamsy odpowiedziała szerokim uśmiechem.
-Elizabeth. Chyba.
Jeszcze raz się uśmiechnęła.
-Wracając do tematu. Zostawiłam ci tutaj notes i długopis. Gdybyś sobie coś przypomniała i chciała na wszelki wypadek zanotować, to chyba nie zapomniałaś jak się pisze, prawda.?
Zaśmiałam się.
-Nie.
-Nic cię nie boli.?
-Dziękuję, w porządku. Jestem tylko trochę zmęczona.
-Drzemka to dobry pomysł. Odpocznij trochę. Może przyśni ci się coś, co pozwoli ci odzyskać pamięć.  Widzimy się później. Kolorowych koszmarów. - Pomachała mi i wyszła. Miła jest.
***
Głos. Znajomy głos. Bardzo znajomy głos. Śpiew. Też znajomy. Czyjeś dłonie. Gładzą moje włosy. /I will love you unconditionally/ Ciocia Katheryn.?
***

*Katy*
Spokojnie spała.  Ale ona urosła. Ostatnio miała bodajże 16 lat, kiedy się widziałyśmy. Minęły całe trzy lata. Trzy lata. Tak strasznie za nią tęskniłam. Moja mała El. No, już nie taka mała. Przeczesywałam jej włosy palcami nucąc naszą piosenkę, którą kiedyś razem napisałyśmy. O ile dobrze pamiętam to było w ferie, które spędzałyśmy razem. Powoli otwierała oczy. Patrzyłam na nią z delikatnym uśmiechem na twarzy przypominając sobie wszystkie nasze wspólne przeżycia. Na przykład to kiedy John Zamknął nas kiedyś przez przypadek w stodole z koniem jego wujka. Elizabeth od tamtej pory panicznie boi się zwierząt. Siedziała na sianie najwyżej jak się dało. Jesteśmy już z Johnem dobre 15 lat. Zaręczyliśmy się miesiąc temu. Nie możemy mieć dzieci, ale nigdy, przenigdy nie trafiłaby nam się lepsza trójka niż Ellie i jej bracia. Można powiedzieć, że to my ich wychowaliśmy.
-Ciociu.?
-Obudziłaś się skarbie. Pamiętasz kim jestem.? - Nadal głaskałam ją po włosach.
-Tak. Ciocia Katy. Śniłaś mi się. Co robiłaś jak spałam.?
-Siedziałam z tobą.
-Ile czasu.?
-Cztery godziny. Harry ze mną siedział. Jest bardzo miły i bardzo się o ciebie martwi. On po mnie zadzwonił. Powiedz mi. Pamiętasz Harrego.? - Pokręciła przecząco głową. - A pamiętasz One Direction.? - Znowu zaprzeczyła. - Tak myślałam. To twój ulubiony zespół. Kochałaś ich, ale wstydziłaś się przyznać. Pamiętam to doskonale.
-Szkoda, że ja nie. Skąd ten Harry miał twój numer.?
-Miał twoją komórkę. Chcesz porozmawiać z Loganem.?
-Z kim.?
-To twój młodszy brat. Pamiętasz go.?
-Kojarzę. Pamiętam ciebie i nic poza tym. To straszne uczucie. Nie pamiętam mamy, taty. Nikogo.
-Nie rozmawiajmy o twoich rodzicach. - Zmarszczyła brwi. - Przywiozłam ci parę rzeczy. - Sięgnęłam po małą torbę podróżną i wyjęłam z niej laptopa, stary zeszyt do zapisków i parę czystych ubrań Ellie. Podałam jej notes, a resztę odłożyłam na szafkę nocną. - Przejrzyj to później. Ja już zmykam. Pa skarbie.
Pocałowałam El w czoło i opuściłam salę mijając się z Harrym w drzwiach.

*Lizzie*
-Hej. Jak się trzymasz.
-Znamy się.?
-Przerabialiśmy to. Jestem Harry.
-Tak. Wiem.
-Jak się trzymasz.? - Powtórzył.
-Czemu to dla ciebie takie ważne.?
-Jesteśmy przecież raze... Ekhem. Przyjaciółmi jesteśmy.
- Nie sądzę. - Nerwowo poprawiłam się na łóżku, a on spojrzał na mnie jakbym miała rację. Ale tu nie chodziło o to, że mnie nie lubił. Zależało mu na mnie. To było widać. Ale ja go nie znałam. Jego wzrok był pusty. Oczy smutne. Jeszcze raz przekręciłąm się nerwowo. Zrzuciłam niechcący notes z łóżka, który z hukiem wylądował na podłodze pod nogami Harrego. Niestety otwarty. Podniósł go. Przejechał ręką po jednej stronie. Przeczytał ją, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Najpierw wesołego. Potem smutnego. Zamknął notes i odłożył go na szafkę.
-Odpoczywaj. - Wstał i wyszedł.
Sięgnęłam po mój zeszyt i otworzyłam go na pierwszej stronie. Moje wycięte zdjęcie z wyciętym zdjęciem Loczka. Coś w stylu marnego photoshopa z papieru. I'm future mrs.Styles. Harry marry me. Styles to pewnie jego nazwisko. Co on tutaj robi.? Czemu chcę za niego wyjść.? Sięgnęłam po laptopa i wyszukałam jego nazwisko w google. Kliknęłam w pierwszy link. HARRY STYLES I TAJEMNICZA ELIZABETH. WSZYSTKO O NAJGORĘTSZEJ PARZE MIESIĄCA.!
Co?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ten moment ♥ Widziałyście You & I.? JEST MEEEEEEEEGA ♥ Jakby ktoś nie widział : <KLIK>
Prowizoryczna gwiazda Horana ♥ Harry zmienia się w Zayna ♥ Jejuuu ♥

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

8. Who you are.?

*Harry*
Opanuj się Styles! Odwróciłem się i spojrzałem na Ellie. Patrzyła na mnie lekko przestraszona, ale po chwili lekko się uśmiechnęła i spuściła wzrok. Wyglądała niezwykle pociągająco. Zachodzące słońce rzucało na nią pomarańczowe promienie. Miała mokre włosy,  pojedyncze krople spływały wzdłuż jej ciała okrytego jedynie skąpym czarnym strojem kąpielowym. Naprawdę, opanuj się Styles. Obejrzałem się jeszcze raz w celu odszukania Zayna i reszty. Nikogo nie było. Usłyszałem plusk wody i krzyk. Cholera co się dzieje.? Gdzie jest Ellie.?
-Elizabeth!
Odpowiedziała mi cisza. Pobiegłem  w stronę drabinki, gdzie wcześniej stała Liz. Spod wody wyłonił się  młody chłopak.
-Gdzie jest Elizabeth.? Stała tu dziewczyna. Musiałeś ją widzieć. Gdzie ona jest.? Powiedz mi!
Chłopak patrzył na mnie przerażony.
-Ja n-nie wiem. J-Ja skoczyłem,  a ona tu stała i-i ja wpadłem na nią i ona zniknęła.
Nie słuchałem go już. Zanurkowałem. Nie musiałem długo szukać. Była niedaleko drabinki. Była nieprzytomna. Wziąłem ją na ręce. Nie wiedziałem co się dzieje.  Ellie obudź się. Miała zamknięte oczy i rozchylone wargi. Jezu, co się dzieje.? Rozglądałem się, szukałem ludzi, nikogo oprócz mnie i Liz już tutaj nie było. Nawet tamten chłopak uciekł. Nie mogłem czekać  aż ktoś nas znajdzie.  Pobiegłem do naszego domu z Ellie na rękach.
-Zayn! Musisz zawiedź nas do szpitala! Zayn!
Jezu,  nikogo nie ma.? Ok. Wszedłem do garażu. Położyłem El na tylnich siedzeniach i lekko pogłaskałem po głowie. Założyłem  koszulkę,  która leżała na przednim siedzeniu i wyjechałem z podwórka.  Nigdy nie jechałem tak szybko.
***
-Co się dzieje.?
-Dziękuję, że łaskawie odebrałeś Zayn.
-Powiesz mi co jest tak ważne,  że musiałeś do mnie dzwonić 43 razy.?
-Ellie jest w szpitalu. 
-Co.?
-Straciła przytomność,prawdopodobnie uderzyła się w głowę. - Przeczesałem nerwowo włosy palcami.
-Coś ty zrobił Styles.
-To nie moja wina, jakiś szczeniak na nią wpadł. Uderzyła się o drabinkę. Przyjeżdżacie czy mam tu zostać sam.? - Chodziłem w od końca do końca korytarza. Ile można czekać.? 
-Zaraz będziemy.
***
-Ile można czekać, aż jakiś lekarz przyjdzie tu i powie, że z Ellie wszystko w porządku.?
-Spokojnie Harry, jeśli Cassie się czegoś dowie, to cię zawoła.
-Nie, Niall nie wytrzymam.
Podszedłem do recepcji.
-Przepraszam bardzo. Wie pani coś  na temat Elizabeth Watson.?
-A kim pan dla niej jest.?
-Ja.? Ja jestem... chłopakiem. Chłopakiem Ellie.
-Chwileczkę. - Wyszukała coś w swoim laptopie. Zadzwoniła do ordynatora. - Niestety na razie nic mi nie wiadomo.
-Dziękuję. - No ile, ile można.?
-HARRY! HARRY!
-Co się stało Laura.?
-Lizzie tam jest! Obudziła się już!
-Co.? - Pobiegłem za dziewczynką. Wszedłem do sali i usiadłem obok Watson.
-Jak się czujesz.?
-Dobrze. Ale mam pytanie.  Kim ty jesteś.?